Home / Kultura i sztuka / Zwyczaje pogrzebowe w Łukowicy cz.9

Zwyczaje pogrzebowe w Łukowicy cz.9

Umieranie (część 4)

Po otrzymaniu wiadomości o ciężkim stanie konającego, do jego domu przychodzili krewni i sąsiedzi, by go pożegnać i wymodlić dla niego lekką śmierć. Na czas, w którym ksiądz spowiadał chorego, przybyli sąsiedzi i rodzina wychodzili z pokoju, pozostawiając duchownego sam na sam z umierającym i rozpoczynali śpiewanie pieśni, tak aby spowiadający się mógł poczuć się komfortowo przy wyznawaniu swoich grzechów. Na stole, na białym obrusie przygotowane już były potrzebne przedmioty na przybycie księdza i wykonanie przez niego ostatniego namaszczenia: krzyżyk, święcona woda, kropidło i 3 kulki waty, których duchowny używał do namaszczania olejami świętymi.

W samym już momencie konania należało i należy do dnia dzisiejszego zachowywać się cicho, nie płakać, pod żadnym pozorem nie wołać zmarłego po imieniu, nie potrząsać nim, tak aby zgon nie został przerwany. Do tej pory bowiem mieszkańcy Łukowicy wierzą, że raz zakłócony, może spowodować wielkie kilkudniowe cierpienie dla chorego, który nie będzie potrafił odejść z tego świata. W takich przypadkach, gdy zgon bywa ciężki, ludność tego terenu wypracowała sobie kilka praktyk pomagających w skróceniu agonii. Trzeba włożyć w ręce konającego zapaloną gromnicę, powinno się modlić, a jedna z moich rozmówczyń pamiętała nawet, że należało wyciągnąć spod głowy poduszkę. Szeroko znane w Polsce usuwanie poduszki, było ponoć podyktowane wierzeniem, że znajdujące się w niej piórka kurze, uniemożliwiają skonanie. Tuż po zgonie nie należało płakać przy zmarłym, mówiło się nie płacz, bo mu jes przez to ciosko.

Dla mieszkańców Łukowicy ważnym jest, by w miarę możliwości uczestniczyć przy śmierci bliskiej osoby. Jedna z badanych tak opowiedziała o odejściu swej matki: ,,W polu przy sianie robiliśmy. Tam przyleciała ciotka i mówi, że mama moja umarła. No to i popłakałam i na męża też mówię, widzisz nie dałeś mi zejść z pola i nie byłam przy ostatniej godzinie jak mama umierała”.

Po przybyciu księdza, jeśli daną rodzinę było na to stać, wzywano także lekarza. Według najstarszych rozmówców postępowanie takie należało jednak do rzadkości, tym bardziej, że od strony prawnej nie było konieczne. Zgon stwierdzał bowiem przybyły na miejsce ksiądz: ,,Jak jus umar to umar … ronce mo zimne, nogi mo zimne, krew nie pulsuje, no to ksiondz taki popaczył i stwierdził ze nie żyje… teroz dopiero doktorzy som”. Dopiero wraz z rozporządzeniem Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z 3 sierpnia 1961 roku, wymaganym stało się wezwanie lekarza do stwierdzenia zgonu, a dopiero kolejno w randze ( przynajmniej prawnej ) posłanie po księdza, który nie mógł już wyprawiać pogrzebu bez tego dokumentu.

Agnieszka Gamoń

Czytaj również:

Umieranie (część 1) Umieranie (część 2) Umieranie (część 3)

Komentarze

komentarzy

Umieranie (część 4) Po otrzymaniu wiadomości o ciężkim stanie konającego, do jego domu przychodzili krewni i sąsiedzi, by go pożegnać i wymodlić dla niego lekką śmierć. Na czas, w którym ksiądz spowiadał chorego, przybyli sąsiedzi i rodzina wychodzili z pokoju, pozostawiając duchownego sam na sam z umierającym i rozpoczynali śpiewanie pieśni, tak aby spowiadający się mógł poczuć się komfortowo przy wyznawaniu swoich grzechów. Na stole, na białym obrusie przygotowane już były potrzebne przedmioty na przybycie księdza i wykonanie przez niego ostatniego namaszczenia: krzyżyk, święcona woda, kropidło i 3 kulki waty, których duchowny używał do namaszczania olejami świętymi. W samym już…

Review Overview

User Rating: 4.89 ( 5 votes)
0
NICE MUSIC

About Agnieszka Gamoń

Agnieszka Gamoń
Mimo, że urodziłam się w Limanowej, większość swojego życia spędziłam jednak na Śląsku. W wieku 16 lat przeprowadziłam się do Łukowicy i rozpoczęłam edukację w II Liceum Ogólnokształcącym w Nowym Sączu. Uczęszczanie do klasy humanistycznej ... więcej...

Leave a Reply

NICE MUSIC

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress