Home / Bez kategorii / Czwarty rok z plemieniem Baganda cz.2
Abp Cyprian Kizito i bracia franciszkanie

Czwarty rok z plemieniem Baganda cz.2

Ciąg dalszy wywiadu z o. Adamem Klagiem

    Agnieszka Kozłowska:
      Czy rzeczywistość napotkana na misjach, zweryfikowała cały dotychczasowy obraz i wyobrażania na temat tego kontynentu?

    o. Adam Klag:
      Na pewno Afryka przeraża. Już samo to słowo budzi strach. Chyba właśnie przez media, które przedstawiają same sensacje, wojny i inne zagrożenia. Samo powiedzenie komuś, że pracuję na misjach w Afryce, od razu budzi reakcję – „Tak? O, Rany Boskie…” A ja muszę przyznać, zdziwiłem się pozytywnie – nie jest aż tak źle. Tym bardziej, że my mieszkamy w klasztorze, mamy wodę – co prawda deszczówkę – mamy prąd, bo jesteśmy blisko Kampali, prowadzimy normalne życie zakonne.

    Agnieszka Kozłowska:
      Skoro mówi Ojciec, że zdziwił się, że nie jest tak źle, to jak sobie to Ojciec wyobrażał? Bez prądu, bez wody?

    o. Adam Klag:
      Czasem tak.. W Kakooge, w innym miejscu naszej misji bywa, że bracia nie mają prądu, mają założone solary słoneczne i nie zawsze one dobrze działają. Oczywiście są też wyłączenia prądu, bo elektrownia chyba nie jest w stanie zaopatrzyć wszystkich gospodarstw, więc poszczególne części Kampali i okolic odłączają na kilka godzin, a nawet na cały dzień lub całą noc. Wtedy siedzimy prze lampce naftowej, jak to bywało za dawnych czasów…
      Mimo tego że przygotowujemy się do wyjazdu albo w Warszawie albo w Brukseli, to misjonarz zawsze jedzie trochę „ na ślepo”, bo nigdy tam nie był. I zawsze jest dużo pytań – czy się zaaklimatyzuję, jak zniosę wszystkie zmiany, nowe jedzenie… Mnie klimat nie przeszkadzał, jedzenie też nie… Nauczyliśmy naszą kucharkę gotować rosół z makaronem na niedzielę, jako że ludzie w czasie mszy, na ofiarowanie darów najczęściej przynoszą kurę… Jemy też ziemniaki, słodkie i gorzkie, banany, owoce, mięso. Oczywiście są tam też lokalne potrawy – kasawa, Jackfruits, osiem rodzajów bananów, matoka i wiele innych. Nie jadłem jeszcze węża, jaszczurki. W Ugandzie ludzie jedzą też owady. Są ponoć słodkie, ale ja jeszcze nie odważyłem się próbować.

    Agnieszka Kozłowska:
      Co Ojca najbardziej zaskoczyło w mentalności ludzi z Ugandy?

    o. Adam Klag:
      Na pewno na pierwszy rzut oka są oni bardziej szczęśliwi, uśmiechnięci. Jeśli mają rodzinę i pracę, to są szczęśliwi. Lubią spotkania, towarzystwo, rozmowy. Gdy ktoś do nich przyjdzie, od razu częstują tym, co mają. Jest nawet takie powiedzenie: jeżeli gość z Twojego domu wychodzi głodny, to już nigdy do niego nie przyjdzie. Lubią spotykać się przy herbatce. Nie mają w zwyczaju picia kawy – oni ją uprawiają w ogródkach i sprzedają. Zachowują dużo angielskich zwyczajów, jak np. picie herbaty z mlekiem, jazda po lewej stronie jezdni, pobrytyjskie szkolnictwo… Wszystko to pozostałości po dawnej kolonii.

    Agnieszka Kozłowska:
      Co jest najtrudniejsze w pracy z tamtejszymi ludźmi?

    o. Adam Klag:
      Chyba najbardziej to, że są oni niesłowni… Dane słowo – można powiedzieć – w ogóle się nie liczy. Wszelkie kontrakty z budowlańcami czy wykonawcami – wszystko musi być na piśmie, a i to nie daje gwarancji, czy słowo zostanie dotrzymane. Być może to, że są biedni sprawia też, że często oszukują, aby coś zyskać. Bieda sprawia, że kombinują jak mogą.
      Oprócz języków – angielskiego i luganda, musiałem też nauczyć się na nowo jeździć samochodem. Mimo że prawo jazdy mam od 20 lat, jeżdżąc po lewej stronie czułem się jak przedszkolak… Na drodze panuje prosta zasada – większy ma pierwszeństwo. Trzeba więc usuwać się z drogi, gdy jedzie autobus albo ciężarówka. Motory, motocykle i rowery prawie w ogóle się nie liczą i muszą cały czas jechać bokiem. To bywa męczące, bo też używamy motocykli.
      Inną trudną cechą społeczeństwa są spóźnienia…. Kiedyś jechałem do Tanzanii odwiedzić naszych braci, którzy tam pracują. Gdy wyjeżdżałem z Kampali autobus był opóźniony cztery godziny – po prostu się zepsuł. Takie opóźnienie można jeszcze wytrzymać – poczekałem, wypiłem kawę. Ale gdy wracałem z Tanzanii do Ugandy to znowu była taka sytuacja i musiałem czekać 24 godziny… Właściwie nic nie mogłem wtedy zrobić, bo na tej trasie nie jechał żaden inny autobus. Poszedłem po prostu spać. Takie doświadczenia uczą cierpliwości. Człowiek wie, że tego nie przeskoczy, że nic nie może zrobić. Trzeba wtedy czekać i cieszyć się ze wszystkiego – tak jak oni.
      Sprawa wygląda podobnie, gdy chodzi o komunikację miejską. Aby gdzieś dojechać, poruszamy się samochodami czy motorkami, ale niestety czasami musimy korzystać z transportu publicznego. W Ugandzie są takie małe busy, tzw. matatu – tam nazywają je taksówkami. Nie ma jednak oczywiście ani przystanków, ani rozkładu jazdy. Wychodząc na drogę można czekać tylko 5 minut albo godzinę czy dwie. I nie ma się na to żadnego wpływu. Po prostu tak jest. Kierowca wyjeżdża z bazy dopiero wtedy, gdy ma komplet pasażerów. W przeciwnym razie nie rusza i czeka. To może trwać godzinę, dwie… W takich sytuacjach odmienna od naszej mentalność ludzi w Ugandzie może być męcząca.

nadesłał: fr. Adam Mutebi Klag OFMConv.

Rozmawiała Agnieszka Kozłowska (Sekretariat Misyjny Franciszkanów w Krakowie)

ostatnia część wywiadu już wkrótce…

czytaj również:

Część 1 wywiadu

Komentarze

komentarzy

Ciąg dalszy wywiadu z o. Adamem Klagiem Agnieszka Kozłowska:Czy rzeczywistość napotkana na misjach, zweryfikowała cały dotychczasowy obraz i wyobrażania na temat tego kontynentu? o. Adam Klag: Na pewno Afryka przeraża. Już samo to słowo budzi strach. Chyba właśnie przez media, które przedstawiają same sensacje, wojny i inne zagrożenia. Samo powiedzenie komuś, że pracuję na misjach w Afryce, od razu budzi reakcję – „Tak? O, Rany Boskie…” A ja muszę przyznać, zdziwiłem się pozytywnie – nie jest aż tak źle. Tym bardziej, że my mieszkamy w klasztorze, mamy wodę - co prawda deszczówkę - mamy prąd, bo jesteśmy blisko Kampali, prowadzimy…

Review Overview

User Rating: 4.87 ( 5 votes)
0
NICE MUSIC

Leave a Reply

NICE MUSIC

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress