Home / recenzje / Whiplash

Whiplash

Whiplash Gdyby Billy Elliot nieco podrósł, porzucił taniec i ulubione baletki, a jednocześnie zachował w sobie wytrwałość w dążeniu do celu i wielkie ambicje, to mógłby zostać bohaterem „Whiplash”. Andrew jest bowiem perkusistą, który dąży do perfekcji w swoim życiowym hobby i za wszelką cenę pragnie zostać jednym z najwybitniejszych artystów muzyki jazzowej. „Whiplash” przybył do Polski po wygraniu nagrody głównej festiwalu Sundance, a wyśmienite recenzje zbiera na całym świecie już od prawie roku.

Już od pierwszych minut trwania seansu, „Whiplash” nie pozostawia złudzeń o optymistycznej, pełnej wzruszeń, hollywoodzkiej opowiastce oprawianej słodkimi dźwiękami. Szkoła muzyczna, do której uczęszcza Andrew uznawana jest za najlepszą, a w niej oficjalnie mówi się o tym, że droga do sukcesu usłana jest kolcami róż, potem i spływającą z ran krwią. Gdy na początku filmu po twarzy bohatera spływa pierwsza łza, na złość zachodnim wzorcom, jego nauczyciel szybko reaguje na pierwszą oznakę słabości i brutalnie sprawia, że będzie ona jego ostatnią. Atmosfera gęsta jest nie tylko od fizycznego oddania muzyce, ale i klaustrofobicznej aury czterech ścian, w których młody chłopak samotnie ćwiczy, aby w przyszłości zostać wybitnym muzykiem jazzowym. Realizacyjna skromność tego dramatu, opierającego się na dwóch charakterach i jednym instrumencie muzycznym wchodzącym w skład całości zespołu dosłownie powala na kolana.

Między głównym bohaterem (świetny Miles Teller) a jego agresywnym nauczycielem (Złoty Glob dla znakomitego J. K. Simonsa) rodzi się więź oparta na zaangażowaniu w tworzenie muzyki bez zbędnych dodatków w postaci szkolnych uprzejmości. Fletcher jest artystą, który nie znosi sprzeciwu swoich podopiecznych i zmusza ich do przekraczania własnych granic oraz wznoszenia się na poziomy grania, których nie byliby w stanie sami odkryć. Tytułowy Whiplash jest największym koszmarem i nieosiągalnym celem grającego, bo Fletcher nieustannie krzyczy „not my tempo!”, aby zmusić muzyków do poprawy. O swoich odczuciach w tym akapicie zbyt wiele nie wspominam, bo owa relacja porwała mnie do tego stopnia, że nie jestem w stanie jej nawet obiektywnie ocenić.

„Whiplash” to przede wszystkim opowieść o wielkim poświęceniu, przezwyciężaniu własnych słabości i dążeniu do sukcesu kosztem życia prywatnego. Może trochę bawi scena, w której bohater jest w takim stopniu przekonany o własnym przeznaczeniu, że oddala ze swojego życia bliskich, aby wyzwolić ich od przyszłych cierpień sławy. „Whiplash” Damiena Chazellego w dobie filmów skrajnie niezależnych zachwyca bezpretensjonalnością, która nie zatapia go w ścisłych ramach kina niszowego, ale urzeka równym tempem opowiadanej historii. Podpisano dużym wykrzyknikiem
i mocno bijącym sercem w środku.


Aneta Dynowska

Więcej recenzji znajdziecie pod linkiem:

ŻRÓDŁO: FILMOWY ŚWIAT

Komentarze

komentarzy

Gdyby Billy Elliot nieco podrósł, porzucił taniec i ulubione baletki, a jednocześnie zachował w sobie wytrwałość w dążeniu do celu i wielkie ambicje, to mógłby zostać bohaterem "Whiplash". Andrew jest bowiem perkusistą, który dąży do perfekcji w swoim życiowym hobby i za wszelką cenę pragnie zostać jednym z najwybitniejszych artystów muzyki jazzowej. "Whiplash" przybył do Polski po wygraniu nagrody głównej festiwalu Sundance, a wyśmienite recenzje zbiera na całym świecie już od prawie roku. Już od pierwszych minut trwania seansu, "Whiplash" nie pozostawia złudzeń o optymistycznej, pełnej wzruszeń, hollywoodzkiej opowiastce oprawianej słodkimi dźwiękami. Szkoła muzyczna, do której uczęszcza…

Review Overview

User Rating: 4.38 ( 8 votes)
0
NICE MUSIC

About Aneta Dynowska

Aneta Dynowska
Mam na imię Aneta, desperatka jeśli chodzi o oglądanie dramatów i klasyków. Nienawidzę horrorów bo uważam, że w życiu codziennym jest wystarczająco dużo stresów... kontakt: http://filmowy-swiat.blogspot.com/

Leave a Reply

NICE MUSIC

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress