Home / Autostop / Autostop cz. 2
hiszpania2_2

Autostop cz. 2

Dzień pierwszy – 27.12.2013r. !

Z naszej czwórki tylko Wilku był doświadczonym autostopowiczem. Ja do tej pory złapałem tylko jedną okazję w Bieszczadach, by przejechać trzy kilometry do Ustrzyk Górnych. Mimo to zdecydowaliśmy się na wyjazd.

Majkel, Wilku i ja byliśmy już w Krakowie. W oczekiwaniu na przyjazd Darka poszliśmy ustalić kilka istotnych rzeczy do jednego z krakowskich pubów, a tym samym może ostatni raz przed metą ogrzać się pod dachem. Tam miała zapaść decyzja, w jakich parach jedziemy. Obeszło się bez dłuższych debat. Zdecydowaliśmy, że ja podróżuję z Darkiem, a Majkel z Wilkiem. Po wszystkim opowiedzieliśmy o naszych zamiarach barmance, która popukała się tylko w głowę.

Rozgrzewały nas trunki i emocje, kiedy szliśmy odebrać Darka z Dworca Głównego. Kiedy cała czwórka była w komplecie, wsiedliśmy do autobusu MPK jadącego na Balice wydając niestety całe 2,80 PLN na bilet, gdyż nasze legitymacje studenckie były już dawno nieważne. W autobusie, takie nasze szczęście, przypomnieli sobie o nas kontrolerzy biletów. Nie daliśmy im jednak nadziei na dodatkowy zarobek – mieliśmy skasowane bilety. W czasie jazdy miał miejsce pojedynek Darka z Wilkiem w „kamień, papier, nożyczki”. Walka toczyła się o to, który duet startuje jako pierwszy. Wygraliśmy! W takich okolicznościach szczęśliwie dotarliśmy do węzła przy lotnisku, gdzie od razu, o 15:35 wzięliśmy się za „łapanie” stopa na zachód. Tam nasze drogi się rozeszły…

Ledwo zdążyliśmy stanąć przy drodze i rozłożyć tablicę z napisem Wrocław, para zmierzająca do Pragi zaoferowała nam „podwóz” w okolice Zabrza. Opowiedzieliśmy im oczywiście o naszych planach. Nasz pomysł bardzo im się spodobał. Stwierdzili, że takie rzeczy trzeba robić za młodu, by móc później je wspominać. Oni sami też sporo podróżowali autostopem. Bynajmniej tak twierdzili.
Po zmroku dotarliśmy do CPN-u przy autostradzie A4, by tam szukać kolejnego miłego kierowcy, który miał nas zabrać w dalszą podróż. Cały czas mieliśmy kontakt z naszą drugą dwójką – oni jednak dopiero wyruszyli z Balic. Na stacji niestety ruch był bardzo mały, dodatkowo spotkaliśmy parę autostopowiczów, którzy zmierzali do Barcelony. Dało nam to do myślenia, że zapowiada się ostra rywalizacja o środek lokomocji.

Nagle dostrzegliśmy samochód osobowy o niemieckich rejestracjach. Humory nam się poprawiły, gdyż liczyliśmy na to, że może jeszcze dzisiaj uda nam się przekroczyć granicę. W końcu para młodych osób podeszła do auta i od razu próbowaliśmy zagadnąć kierowcę po niemiecku, a on zaczął mówić do nas po polsku… Napięcie rosło, gdyż oni, podobnie jak my, zmierzali w głąb Niemiec trasą, która prowadziła do Hiszpanii. Mężczyzna był już zdecydowany zabrać nas, lecz po konsultacji ze swoją narzeczoną – odmówił. Musieliśmy zostać w tym samym punkcie i szukać innego transportu. Po kilku dłuższych chwilach trafiliśmy na miłego starszego pana, który zaproponował „podwóz” aż do Wrocławia. Cel na ten dzień był bardzo bliski osiągnięcia – chcieliśmy dotrzeć do granicy polsko-niemieckiej. Wsiedliśmy więc w luksusowy czarny samochód profesora Politechniki Wrocławskiej i wraz z jego bliskim pomknęliśmy na zachód. W trakcie jazdy, pomimo tego że panowie wracali z pogrzebu, wywiązała się miła rozmowa. Profesor zaczął rozważania na typowo męski temat, którym była oczywiście piłka nożna. Trafnie zauważył, że w pakcie piłkarskim, w którym jest krakowska drużyna, jest również jeden klub z Trójmiasta. W pamięci jednak utkwił mi inny szczegół tej rozmowy. Było to bardzo fajne powiedzenie uczonego: „Nie ma studenta nienauczonego, jest tylko student źle zapytany”. Wsłuchując się w kolejne opowieści starszego dostojnego wykładowcy dotarliśmy do CPN-u w głębi Wrocławia, na którym rzekomo łatwo złapać „stopa”. Od drugiej pary dostaliśmy dobrą wiadomość. Wraz z obywatelem Turcji, w rytmie arabskiej muzyki gonili nas wesołym tirem. Brakowało im tylko… kebabów.

Kiedy stanęliśmy na wrocławskiej ziemi, od razu wzięliśmy się za łapanie kolejnej okazji, lecz bezskutecznie. Na szczęście w pobliżu był McDonald, więc poszliśmy tam na chwilę, by się ogrzać i zjeść hamburgera. Chwilowo podłamani sytuacją sięgaliśmy wzrokiem w dal. Działaliśmy jednak dalej i w mig na naszych kartkach pojawiły się napisy: Lyon i Drezno. Wkrótce na naszym horyzoncie stanęła rzucająca się w oczy, kolorowa T1 (kultowy volkswagen). Wysiadła z niej wesoła, „rozimprezowana” grupka młodych ludzi, więc oczywiście zapytaliśmy ich, gdzie jadą. Uzyskaliśmy odpowiedź, że zmierzają na Sylwestra do Czech. Zaproponowali, że podwiozą nas dwa kilometry do pobliskiej stacji paliw na Bielanach Wrocławskich, gdzie znacznie łatwiej będzie nam złapać kolejnego „stopa” Dotarliśmy tam. Dobrze, że węzeł był oświetlony, więc w miarę bezpiecznym miejscu mogliśmy łapać kolejną okazję. Po wielu nieudanych próbach zaczęliśmy rozglądać się wokół za miejscem na rozbicie namiotu i przetrwanie pierwszej nocy. Niebawem spotkała nas wielka niespodzianka… Z jednego z tirów wysiedli Wilku z Majkelem. Pierwsze co zrobiliśmy, to napiliśmy się wspólnie napoju rozgrzewającego. Samochody wciąż jeździły, więc zawzięty Darek nie odpuścił i dosłownie po chwili złapał samochód osobowy. Podróżowała nim kobieta. Mieliśmy ogromne szczęście, że w pełnym składzie dane nam było wyruszyć dalej. Prawie przez całą drogę rozmawialiśmy o kynologii (nauka o psach), a dokładnie o rasowych psach właścicielki auta, z którymi jeździ na różne zawody i wystawy. Na początku mieliśmy z nią podjechać około 50-ciu km, lecz w ostateczności sympatyczna pani podwiozła nas na ruchliwy plac, gdzie znajdowały się dwa CPN-y i dużo tirów.

Wybiła 22:30. Po dłuższych poszukiwaniach daliśmy sobie spokój i udaliśmy się na zasłużoną kolację… na paletach. Tam częstowaliśmy się nawzajem świątecznymi potrawami, dodatkowo rozgrzewaliśmy się „herbatką z prądem”, podzieliliśmy się swoimi dotychczasowymi przeżyciami
i udaliśmy się do CPN-u. Zdając sobie sprawę, że to może być ostatni polski sklep na naszej drodze, zrobiliśmy jeszcze zakupy. Póki pobliska restauracja była czynna, ogrzewaliśmy się w środku. Nie była całodobowa, więc trzeba było zacząć szukać sobie miejsca na drzemkę.
Tuż za drogą dojazdową do CPN-u znajdował się młodnik sosnowy. Jako że wśród nas było trzech związanych blisko z lasem i niejednokrotnie spaliśmy w podobnych warunkach, szybko uporaliśmy się z przygotowaniem „noclegowni”. Gałązki z podkrzesanych sosenek posłużyły nam jako pościółka chroniąca chociaż troszkę przed mroźną ziemią, której temperatura wynosiła ok. -10ºC albo i więcej. Rozbiliśmy tylko jeden namiot – w grupie raźniej i cieplej. Przed snem jeszcze raz „rozgrzewacz” zakupiony w Krakowie, sporo żartów i debata będąca skutkiem bezsenności. Ze zmęczenia padliśmy jednak około pierwszej w nocy. Ja oczywiście zapadłem w twardy sen. Obudził mnie krzyk Darka: „Bogdan wstawaj!!! Jedziemy do Hiszpanii.”

I tak zaczął się mój dzień drugi…

Bogdan Łuczkowski

Czytaj również:

Skąd taki pomysł?

Komentarze

komentarzy

Dzień pierwszy - 27.12.2013r. ! Z naszej czwórki tylko Wilku był doświadczonym autostopowiczem. Ja do tej pory złapałem tylko jedną okazję w Bieszczadach, by przejechać trzy kilometry do Ustrzyk Górnych. Mimo to zdecydowaliśmy się na wyjazd. Majkel, Wilku i ja byliśmy już w Krakowie. W oczekiwaniu na przyjazd Darka poszliśmy ustalić kilka istotnych rzeczy do jednego z krakowskich pubów, a tym samym może ostatni raz przed metą ogrzać się pod dachem. Tam miała zapaść decyzja, w jakich parach jedziemy. Obeszło się bez dłuższych debat. Zdecydowaliśmy, że ja podróżuję z Darkiem, a Majkel z Wilkiem. Po wszystkim opowiedzieliśmy o naszych zamiarach…

Review Overview

User Rating: 4.88 ( 8 votes)
0
NICE MUSIC

About Bogdan Łuczkowski

Bogdan Łuczkowski
Urodziłem się 13.01.1988 w Limanowej. W latach 1995 – 2001 uczęszczałem do Szkoły Podstawowej w Roztoce, potem kontynuowałem naukę w Gimnazjum w Łukowicy. W latach 2004-2007... więcej...

2 comments

  1. Troszkę cierpliwości :) tak długiej i niepowtarzalnej podróży nie da się tak szybko opisać :) kolejna część tuż, tuż...

  2. Świetny artykuł, czytałam z zapartym tchem ;-) czekam na dalszy bieg opowieści Autostopowicza ;>

Leave a Reply

NICE MUSIC

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress